Piątek, 18 Maja 2012,
Przekaż 1% podatku dla ONSI                 Szukaj: ONSI | ONSI.tv | Deaf.pl | Google
Nie jesteś zalogowany | Zaloguj się
Wywiad z prof. Markiem Świdzińskim

Autor: Olga Woźniak | Publikowane: 07-04-2003 12:03:33

A A
Rozprawmy się z mitami, jakie stworzyli słyszący o niesłyszących. Rozmowa z prof. Markiem Świdzińskim, językoznawcą, rozmawia Olga Woźniak

Czy można nie znać żadnego, ale to żadnego języka?

Pewien egipski faraon z VII wieku przed Chrystusem kazał trzymać dziecko w zamknięciu, bez kontaktu z mową. Ciekaw był, jaki język jest przyrodzony człowiekowi - może hebrajski? Choć dziecko nigdy nie przemówiło, ów faraon miał nieco racji. Człowiek rzeczywiście przychodzi na świat z wrodzoną gotowością nabycia języka. Każdego języka. Nasz mózg posiada niezwykłą zdolność opanowania w ciągu dwóch czy trzech lat słów i reguł ich łączenia (gramatyki), i to zupełnie bez udziału świadomości.

Musi mieć jednak pożywkę?

Tak. Trzeba zanurzyć niemowlę w oceanie mowy. Dziecko chowane bez języka pozostanie nieme. Może podzielić los Kaspara Hausera, tajemniczego chłopca z XIX-wiecznej Bawarii, którego znamy z filmu Herzoga. Trzymany w komórce od niemowlęctwa, bez kontaktu z językiem, Hauser zdołał potem, po uwolnieniu i dzięki pomocy pewnego profesora, opanować pojedyncze słowa, proste zdania. Ceną za życie bez mowy było upośledzenie intelektualne i emocjonalne.

Jak przełamać tę blokadę?

Uściślijmy. Mamy trzy grupy ludzi: niedosłyszących, ogłuchłych i głuchych. Ci z dwóch pierwszych grup oczywiście mówią, i to po naszemu. Pani pytanie ich nie dotyczy. Trzecia grupa to głusi od urodzenia. I to oni mają największe problemy z "dostaniem się" do języka. A mogą się go nauczyć, tak samo jak dziecko słyszące.

Jak?

Jeśli rodzice dziecka głuchego od urodzenia też są niesłyszący, nie ma problemu: od początku ma ono wokół siebie język migowy. Rozwinie się zupełnie normalnie. W Polsce językiem wyniesionym z domu przez dziecko głuchych rodziców jest Polski Język Migowy (PJM).

A jeśli rodzice słyszą?

Wtedy zdarza się, że dziecko żyje bez języka, dopóki nie pójdzie do szkoły dla niesłyszących.

Jak to? Rodzice się z nim nie porozumiewają?

Ich mowa do dziecka nie dociera. Komunikacja między nimi a dzieckiem jest lokalną domową pantomimą czy "pokazywanką", która nie ma nic wspólnego z językiem. Jeżeli rodzice słyszący są mądrymi ludźmi, to natychmiast zapewnią dziecku kontakt z innymi głuchymi. No i sami zaczną się uczyć migać! Niestety, w naszej ojczyźnie nawet uczeni profesorowie surdopedagogiki wciąż nie mogą wpaść na to, że nie ma innej drogi.

Surdopedagogika?

"Surdus" to po łacinie 'głuchy'. Surdopedagog uczy głuchych.

Czego ich uczy? Języka migowego?

Głuche dziecko uczy się migać od innych głuchych. Wielu nauczycieli dla niesłyszących w ogóle nie miga. Dziecko głuche, które z domu nie wyniosło języka migowego, jest w okropnej sytuacji. Przychodzi do szkoły dla niesłyszących jak Kaspar Hauser, bez żadnego języka. A tu językiem wykładowym jest polski. Dla dziecka głuchego od urodzenia polski to język obcy, czyli drugi. A pierwszego nasz Hauser nie ma!

Z językowego punktu widzenia, głusi Polacy to nie-Polacy?

Ich rodzimym językiem polski z pewnością nie jest. Jeśli nie da im się języka migowego, pozostaną niemi, jak dziecko z eksperymentu faraona.

Niestety, w Polsce 90 proc. pracujących z głuchymi nie ma tej świadomości! Z niepojętych przyczyn oczekują oni, że takie dzieci przyswoją język polski mówiony w taki sam sposób, jak ich słyszący koledzy. A to bezpodstawne, jak oczekiwanie naszego faraona, że w dziecku samoistnie narodzi się jakiś język.

To jak te dzieci radzą sobie w szkole?

Historii czy biologii uczą się w obcym im języku. A na dodatek ten język jest niedostępny ich zmysłom. Tak jest w polskich szkołach dla głuchych od połowy XIX wieku.

Wcześniej było lepiej?

W XVIII wieku zaczęto zakładać dla głuchych pierwsze szkoły - najpierw we Francji, potem w Anglii i Niemczech. I w Polsce. Francuskie idee kształcenia głuchych, które dzisiaj nazywamy "nauczaniem dwujęzycznym", przywiózł do Polski ksiądz Jakub Falkowski, założyciel Instytutu Głuchoniemych w Warszawie. Ten Instytut to rówieśnik Uniwersytetu Warszawskiego: obydwie szkoły powstały w roku 1817.

Jaka to była szkoła?

Przynajmniej jedną trzecią kadry stanowili głusi. Dziś jest ich tam znacznie mniej. To były złote czasy dla głuchych dzieci, które rozwijały się w otoczeniu języka migowego. Nie trwało to jednak długo.

Co się stało?

Upowszechniła się metoda niemieckich surdopedagogów, którzy od początku myśleli o tym, jak głuchym przybliżyć język foniczny. Traktowali głuchych jak istoty z defektem, które trzeba leczyć, reedukować - po prostu dla ich dobra.

Uważano, że trzeba przymusić ich do posługiwania się "właściwym" językiem przez odcięcie od jedynego języka im dostępnego. Dzieci przyłapane na miganiu między sobą były zamykane w karcerze albo bite, prewencyjnie też wiązano im ręce na plecach. A że nauczyciel do dzieci wyłącznie mówił, te nic nie rozumiały - i stąd powszechne przekonanie, że głusi są głupi.

Jak to się rozpowszechniło?

Doktryna oralizmu, czyli edukacji głuchych tylko poprzez mówienie, zyskała podstawę prawną na Drugim Kongresie Nauczycieli dla Niesłyszących w Mediolanie w roku 1880. Na kongres ten nie wpuszczono w ogóle głuchych nauczycieli. Głusi w większości krajów świata zostali więc na stulecie odcięci od własnej mowy. W drugiej połowie XIX wieku nastąpił spadek poziomu szkolnictwa dla głuchych, niemal zupełnie zanikła głucha inteligencja. Głuchych zamknięto w mniejszościowych diasporach. Co jednak najtragiczniejsze - oralizm w Polsce trwa do dziś! Oraliści wciąż wierzą, że głuchy może przyswoić język foniczny jako pierwszy, rodzimy. A to jest absolutnie niemożliwe.

Czy są kraje, do których oralizm nie dotarł?

Nigdy nie rozwinął się w Stanach Zjednoczonych. Pewnie dlatego, że ledwie paru Amerykanów dojechało na ten nieszczęsny kongres (samych Włochów i Francuzów było tam ponad dwustu).

I amerykańscy głusi mają teraz lepiej niż polscy?

Przed półwieczem nastąpiła w Ameryce prawdziwa eksplozja zainteresowania językiem migowym. Zapoczątkował to profesor William Stokoe, nestor lingwistyki migowej, zmarły w ubiegłym roku. Dziś głusi mają tam własną wyższą uczelnię - Uniwersytet Gallaudeta w Waszyngtonie. Jego rektor jest głuchy, prorektorzy są głusi, większość wykładowców również. Językiem wykładowym jest Amerykański Język Migowy (ASL). Studenci słyszący, jeśli chcą brać udział w zajęciach, przychodzą z tłumaczem.

W Polsce głuchy student to prawdziwa rzadkość. Głuchych magistrów można policzyć na palcach obu rąk, tytuł doktora ma tylko jeden głuchy. Oczywiście wciąż mówimy o głuchych od urodzeniah.

Jak nauczyć osobę głuchą języka fonicznego? Czy każdy potrafi czytać z ruchu warg?

Proszę spróbować. Na przykład wyłączyć głos w telewizorze i domyślać się, co mówi spiker. Pani jest w sytuacji o tyle dobrej, że zna polski. Głuchy od urodzenia nie zna polszczyzny. To tak, jakby oczekiwać od Polaka, by umiał czytać z ust po chińsku. Umiejętność czytania z ust posiadło niewiele osób, i to w bardzo ograniczonym zakresie.

Dlaczego to takie trudne?

Bo ruch warg to nie wszystko. Gdy wypowiadamy jakiś dźwięk, uczestniczą w tym także język, zęby, dziąsła, podniebienie, wiązadła głosowe.

Nie da się tego jakoś pokazać?

Próbuje się. Istnieją specjalne techniki wizualizacji tego, co dzieje się "w środku" podczas mówienia. Dla języka polskiego system tzw. fonogestów opracowała prof. Kazimiera Krakowiakowa z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Na czym to polega?

Za pomocą ruchów palców jednej dłoni informuję o tym, co się dzieje z moim językiem czy w mojej krtani, kiedy mówię. Ale przecież w ciągu sekundy wymawiamy kilka głosek. Trudno nadążyć. Jednak prof. Krakowiakowa wdrożyła ów system we własnej rodzinie - ma niesłyszących synów. Dla niej wypracowanie kontaktu z dziećmi było wyzwaniem. I powiodło się. Jej synowie są dziś studentami.

Czy właśnie w ten sposób "mówią" w telewizji tłumacze języka migowego?

Nie. Oni używają Systemu Językowo-Migowego (SJM).

To coś innego?

Tak. SJM służy przekładaniu "znak w znak" tekstu polskiego na ciąg znaków wizualno-przestrzennych, czyli migów. Uczy się go we wszystkich szkołach dla głuchych. Aprobuje go także Polski Związek Głuchych. O Systemie Językowo- -Migowym mówi się, że to język migany, polski migany, a nie migowy.

Jest jakaś różnica?

Jak pomiędzy esperantem a angielskim. Język migany to język sztuczny, wymyślony przez człowieka na podstawie pewnego języka fonicznego (na przykład polskiego).

A języki migowe? Je też ktoś wymyśla?

Właściwe języki migowe powstały i powstają same, tak jak języki foniczne - polski, duński czy koreański. Nie ma jednego języka migowego. Ich jest tyle, ile społeczności głuchych. Granice tych społeczności nie zawsze pokrywają się z granicami państw (czy granicami etnicznymi). Mamy na przykład jeden język angielski foniczny, a obok - dwa skrajnie różne języki: Amerykański Język Migowy i Brytyjski Język Migowy. W Polsce po dziś dzień zachowały się ślady różnych języków migowych, będące pozostałościami po zaborach. Języki migowe wciąż się rodzą, ewoluują. W ostatnich dwu dekadach powstał na przykład Nikaraguański Język Migowy...

Skąd się biorą języki migowe?

A skąd się biorą foniczne? Musi być grupa, która ma te same możliwości porozumiewania się i chce się dogadać. Warunkiem jest więc powstanie społeczności głuchych. Eksplozja komunikacji migowej nastąpiła, gdy powstały szkoły z internatami - w XVIII wieku.

Skąd wiadomo, że język migowy to prawdziwy język?

Żeby jakiś zbiór znaków był językiem naturalnym ("prawdziwym" językiem), musi spełniać co najmniej dwa warunki. Po pierwsze, musi mieć gramatykę, czyli określone zasady łączenia znaków w większe znaki (np. słów w zdania).

A drugi warunek?

To komunikacyjna uniwersalność. Wyrażeniami "prawdziwych" języków możemy opowiadać o wszystkim - o miłości, o chorobach, o fizyce kwantowej. Zbiór znaków języka migowego spełnia oba warunki. Da się nim mówić o wszystkim.

A czy osoba od urodzenia niesłysząca może nauczyć się czytać po polsku?

Głuche dziecko, które trafia do polskiej szkoły dla niesłyszących, uczy się języka polskiego z mniejszym lub większym trudem. Uczy się też czytać i pisać. I, co ciekawe, robi mniej błędów ortograficznych. Litery nie kojarzą mu się z dźwiękami. Nie wie, że "ó i "u" brzmią tak samo. Na pewno nie napisze "gura". Z drugiej strony po przeczytaniu paru zdań pracy maturalnej ucznia liceum dla niesłyszących widzimy od razu, że nie pisał tego ktoś, dla kogo polski jest językiem ojczystym. Niesłyszący robi błędy w odmianie wyrazów. Robi też błędy składniowe. Głuchy licealista pisze po polsku jak Anglik, Chińczyk czy Niemiec.

Czy język migowy ma postać pisaną?

Nie. Teksty wizualno-przestrzenne są ulotne. Może dlatego języki migowe ewoluują szybciej i inaczej niż foniczne. Choć mówi się o jednym Polskim Języku Migowym, to trzeba pamiętać, że na danym obszarze języków migowych może być bardzo wiele. Czegoś takiego jak standardowy PJM nie ma. Można mówić raczej o wielu dialektach.

A Amerykański Język Migowy? Skoro to język wykładowy na uniwersytecie, to musi być jeden.

Uniwersytet Gallaudeta przyczynia się do tego, że pewien dialekt staje się wzorcowy: wynoszą go przecież na zewnątrz całe rzesze absolwentów.

Polscy głusi twierdzą, że silny wpływ na PJM wywiera SJM. Zdarza im się mylić te języki. Zresztą w komunikacji migowej nie "czystość" jest najważniejsza.

A co?

Efektywność. Dlatego, mimo że na przykład Amerykański Język Migowy (ASL) dość znacznie różni się od PJM, głuchy Amerykanin i głuchy Polak się dogadają.

Jak to możliwe?

Byłem przed kilkoma laty uczestnikiem spotkania z ekipą z Uniwersytetu w Bristolu (Wielka Brytania). Przyjechał na Uniwersytet Warszawski prof. Jim Kyle - nestor psychologii i lingwistyki głuchych. Sam słyszący, przywiózł swoją współpracowniczkę, głuchą od urodzenia Glorię. Rozmowa między nami toczyła się bez zacięć. Kyle mówił po angielsku (dzięki czemu mogłem w rozmowie uczestniczyć), tłumacząc Glorii na Brytyjski Język Migowy. W spotkaniu brała udział Małgorzata Czajkowska-Kisil, surdopedagog - słyszące dziecko głuchych rodziców. Obie panie, migając w różnych językach, brały udział w dyskusji bez niczyjej pomocy.

Być może dlatego, że w językach wizualno-przestrzennych występuje nieznany językom fonicznym związek pomiędzy kształtem znaku a jego sensem.

"Naśladują" kształty przedmiotów, których dotyczą?

Mniej więcej. Tyle że sposób związania kształtu i znaczenia może być najrozmaitszy.

Zwykle - skojarzeniowy. Na przykład mig "kobieta" w PJM jest taki [profesor chwyta palcami prawe ucho, tak jakby dotykał kolczyka]. Ten znak nie odtwarza kształtu, ale wynika ze skojarzenia, że kobiety noszą ozdoby w uszach. Ale już znak "król" jest bardziej międzynarodowy [profesor wykonuje nad głową gest imitujący koronę]. Bez wiedzy o danym języku migowym nie da się jednoznacznie zrozumieć zamiganego wyrażenia. Głuchym udaje się to lepiej niż słyszącym znającym język migowy.

Dlaczego?

Bo głusi, kiedy rozmawiają, to tylko rozmawiają - nic innego w tym czasie nie robią. Proszę pomyśleć, gdyby ktoś stanął teraz pomiędzy nami - my i tak będziemy się słyszeć. A wystarczy, żeby głuchy obejrzał się za siebie: to koniec rozmowy. Nastawienie nadawcy i odbiorcy na komunikację owocuje tym, że rozmówcy ustawicznie wychodzą sobie naprzeciw.

Języki migowe są bardzo otwarte. Znak, który ktoś wymyślił na potrzeby jednego komunikatu, może zacząć "żyć", bo ktoś inny go powtórzy - i tak się potem rozprzestrzeni.

Czy są słowniki takich języków?

Niektóre języki migowe już je mają. Jest na przykład olbrzymi słownik BSL-English, czyli Brytyjsko-Migowo-Angielski. Słownika PJM nie ma, choć są słowniki Systemu Językowo-Migowego. Zresztą "urzędowym" językiem głuchych w naszym kraju jest SJM. Uczą się go studenci surdopedagogiki i tak wyposażeni idą na swoją pierwszą lekcję do szkoły dla niesłyszących. I przeważnie są przerażeni. Nie bardzo rozumieją, co migają dzieci. One za to nauczycieli rozumieją świetnie, znaki bowiem w SJM i PJM są z grubsza te same. Ale między sobą używają PJM.

Nikt nigdy nie próbował zajmować się Polskim Językiem Migowym?

Dotąd go nie opisano - zupełnie tak, jakby był to język niedawno odkrytego plemienia na Nowej Gwinei. Dwa artykuły o PJM napisał Michael A. Farris z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Czy od tego czasu coś się zmieniło?

Staramy się, by się zmieniało. W Instytucie Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego w latach 1999-2002 realizowany był pod moim kierunkiem projekt "Studia nad kompetencją językową i komunikacją niesłyszących", finansowany przez Komitet Badań Naukowych. W pracach uczestniczył też zespół z Wydziału Psychologii pod kierunkiem profesora Tadeusza Gałkowskiego oraz pracownicy Instytutu Głuchoniemych z dyrektorem Tadeuszem Adamcem.

Sporządziliśmy szkic opisu gramatycznego PJM. Z inicjatywy studentów polonistyki zrodził się lektorat PJM - zajęcia prowadzili głusi i słyszący, tak zwani dwujęzyczni. Dziekan polonistyki zgodził się traktować zaliczenie tych zajęć jak zaliczenie języka obcego. Po raz pierwszy PJM uznano za język obcy.

Czy można tłumaczyć z polskiego na PJM i odwrotnie?

Narzędziem przekładu "słowo w słowo" jest SJM. Przekład z polskiego na PJM to wyższa szkoła jazdy, nawet gdyby się miało pełny słownik. Kłopot polega na tym, że teksty wizualno-przestrzenne zbudowane są całkiem inaczej niż foniczne.

Co to znaczy?

Komunikat wizualno-przestrzenny przypomina nieco teatr lalek. Opowiadając o tym, że dziewczynka idzie przez las, pokazuje się ją idącą przez las. Drzewa, które ona widzi po lewej i prawej, są migane tak [profesor pokazuje palcami obu rąk drzewa przesuwające się po bokach].

Jak to zapisać, przełożyć "słowo w słowo", liniowo?

To jeszcze nic. Czasem w przekazie migowym nadawane są dwie rzeczy (dwa słowa) równocześnie. Weźmy komunikat, który odpowiadałby naszemu: "Uchylił drzwi i zajrzał przez szparę". W PJM wygląda to tak, że uchylenie drzwi pokaże prawa ręka, a lewa patrzenie. Symultanicznie.

Albo zdanie: "Matka zdejmowała z półki trzy słoiki jeden po drugim". Ta czynność oddana jest przez znak "zdejmować" z układem dłoni imitującym kształt słoika. Po polsku można to zasymulować tak: MATKA ZDEJMOSŁOIKOWAĆ PÓŁKA ZDEJMOSŁOIKOWAĆ PÓŁKA ZDEJMOSŁOIKOWAĆ PÓŁKA. Cóż to za dziwaczna polszczyzna! W języku migowym znaczenie jest niesione przez gest, mimikę, powtarzalność czegoś; przez "zaprojektowanie" sytuacji przestrzennej; przez "nakładanie" jednych przebiegów na inne.

Jaką rolę pełni mimika?

Mimika w PJM pełni często funkcje gramatyczne. Na przykład tylko mimicznie pokazuje się granice zdania podrzędnego. Albo zaprzeczenie.

Jak to?

W PJM nie ma słówek typu "że", "który", "ponieważ".

Jak w takim razie powiedzieć: "mama myślała, że nie przyjdę"?

Nadaje się znak "mama", potem znak "myśleć", robi się minę wyrażającą myślenie i "trzyma się" tę minę tak długo, jak długo trwa sekwencja "ja" i "nie przyjść", gdzie dodatkowo znaczenie negacji "nie" wyrażone jest mimicznie, a nie osobnym migiem.

A jak używa się przestrzeni?

Opowiadamy w PJM historię, której uczestnicy to na przykład mama, babcia, wnuczka. Każdej z tych postaci, gdy pojawi się w opowieści pierwszy raz, migający wyznacza miejsce w przestrzeni. Mówiąc obrazowo, "stawia" ją w określonym miejscu. Jeśli za kilka chwil wróci np. do mamy, pokaże miejsce, gdzie ją "postawił" na początku. Czynność, którą wykonuje mama w tej opowieści, zlokalizuje tam, gdzie poprzednio mamę "zostawił". To taka wirtualna rzeczywistość. Opowiadamy o cudzym brzuchu - "pobieramy" go z siebie i lokujemy w tym miejscu w przestrzeni, gdzie wcześniej "zostawiliśmy" osobę, o której brzuchu mówimy.

Wygląda na to, że języki głuchych i słyszących są odbiciem dwóch różnych światów.

Przekład polskiego tekstu migowego na polski foniczny (albo odwrotnie) - w taki sposób, że się bierze słówko z jednego i przekłada na znak w drugim - jest niemożliwy.

Czy świat ciszy i świat dźwięku zawsze będą osobno? Nie da się ich połączyć?

Ależ da! Świetnie pokazuje to przykład Szwecji. To pierwszy kraj, w którym głuchych wpisano do konstytucji jako mniejszość językową. Na początku lat 80. szwedzcy głusi połączyli siły. Organizowali protesty pod parlamentem. Uznanie ich praw jako mniejszości językowej otworzyło im drogę do niezależnej edukacji. Dziś mają przedszkola, szkoły, w których wykładowym jest Szwedzki Język Migowy. Co więcej, głuchy Szwed może od momentu urodzenia oczekiwać wsparcia instytucji budżetowych - nie organizacji pozarządowych.

W każdej instytucji publicznej: urzędzie, przychodni, większym sklepie - jest człowiek, który miga i może służyć za tłumacza.

Zmieniło się też nastawienie do edukacji głuchych. Szwedzi wpadli na to, co jest oczywiste dla każdego językoznawcy.

Mianowicie?

Że dla głuchego, który nigdy nie miał kontaktu z językiem fonicznym, droga do świata słyszących wiedzie rzeczywiście przez ten język, ale jest ona wieloetapowa.

Głuchy Szwed w szkole, w której językiem wykładu jest Szwedzki Język Migowy, uczy się najpierw szwedzkiego języka pisanego, a dopiero potem szwedzkiego mówionego.

Jak jest w Polsce?

Nasza surdopedagogika do dziś wierzy w coś, co z punktu widzenia językoznawcy jest absolutną bzdurą: że głuche niemowlę można nauczyć mowy rodziców. Nie da się głuchego wprowadzić w świat języka słyszących poprzez mowę.

To jak powinno się jej uczyć?

Idealna sytuacja powinna wyglądać tak: najpierw głuchy uczy się Polskiego Języka Migowego, potem - pisanej formy polszczyzny fonicznej. A dopiero na końcu, jeśli tego chce, uczy się mówić po polsku. Mowa, jeśli już jest, jest metą, do której niejeden wykształcony głuchy nie dobiega.

Czy uważa Pan, że osoba głucha jest kaleką?

Głusi to jedyni inwalidzi, jakich znam, którzy są inwalidami tylko wśród nas - słyszących. Niewidomy w społeczności niewidzących nie zacznie nagle widzieć. Głuchy wśród głuchych jest najnormalniejszy w świecie. Mówi.

A więc nieprawdziwe jest używane często określenie "głuchoniemi"?

Nieprawdziwe i krzywdzące. Nasi przodkowie "Niemcami", czyli "tymi, co nie mówią", nazwali lud, którego mowy nie rozumieli. My, idąc ich śladem, uważamy za niemą osobę, której sposobu komunikacji nie możemy czy nie chcemy pojąć. Głuchy mówi, ale my jego mowy nie słyszymy.

Pamiętajmy, że dla głuchych to my jesteśmy "Niemcami".

A że są mniejszością, musimy im oczywiście pomagać w nauce naszego języka. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy my, słyszący, uczyli się ich mowy. Biegła znajomość PJM powinna być warunkiem zatrudnienia w szkole dla głuchych. Pamiętajmy, że ucząc głuchych polszczyzny, nie mamy prawa odbierać im ich własnego języka.

*Prof. Marek Świdziński

kieruje Zakładem Językoznawstwa Komputerowego na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się lingwistyką formalną i informatyczną, opisem gramatycznym polszczyzny dostępnym dla komputera. Wraz z grupą współpracowników i studentów podjął w ostatnich latach problematykę języków wizualno-przestrzennych. Celem prac zespołu jest pełny opis gramatyczny oraz słownik Polskiego Języka Migowego.

*Olga Woźniak jest dziennikarką "Przekroju"

Olga Woźniak


Tą stronę odwiedzono już: 2800 razy




Napisz co sądzisz o artykule?

Komentarze

08.05.2003 18:16
Ala

Migowy obowiązkowo powinien wrócić do szkół dla niesłyszących [1]
Częściowo zgadzam się z Panem, ale tylko w kwestii szkoły. Język ...

05.05.2003 01:04
misia

ekhm...
No i ja chcę zaznaczyć obecność na tym komentarzu ;PPP Prof. Świ ...

11.04.2003 12:02
bywalec onsi

mowa 2 [3]
Normalne dziecko tzn. słyszące uczy się najpierw mówić , a potem ...

11.04.2003 10:55
necia

Hmmm...
Czytałam 6 razy wywiad i czytałam komentarze.Zaciekawiły mnie sprzeczne opi ...

10.04.2003 10:06
pozostane tajemnicza

mowa
Czy ty mialbys ochote uczyc sie jezyka fonicznego obcego np. angielski lub francuski. Na j ...

09.04.2003 23:09
Edyta

Nie zgadzam się z tym. [1]
Lepiej wiem że nalezy uczyć głuchego najpierw czytać z ust jednoczesni ...

09.04.2003 14:49
bywalec onsi

mowa [2]
Nie zgadzam się z prof. , że należy uczyć głuchego najpierw miga& ...

09.04.2003 12:02
anonim-nieslyszaca osoba

Profesor w ogóle nie ma racji!!! [1]
Profesor w ogóle nie ma racji!!!


1